Patrząc na to z boku to jest idealnie. Ale we mnie jakoś nie. Tak strasznie chciałabym wyrzucić z siebie to co mnie męczy. Ale najpierw musiałabym się jakoś dokładnie sprecyzować. Kurde, jak jedna osoba potrafi popsuć coś tak istotnego. Nienawidzę ludzi. Centralnie.
Nie lubię jak ktoś dobitnie mnie uświadamia o rzeczy której mam świadomość i rodzi się coś, co mówi możesz wątpić ale nie możesz odejść.
Szkoła mnie w miarę trzyma. Gdybym do niej nie chodziła to chyba wylądowałabym już w dziekance. Mam sentymenty do wielu miejsc i rzeczy ale przede wszystkim do osób zamieszkałych moje serce. Muszę to wszystko jakoś ogarnąć bo bezsensem było by zamykać oczy przed nieuniknionym. Wiem ,że nie jestem z tym sama. Nie ustannie o tym myślę. Pomaga mi to ale są rzeczy, które wolę ogarnąć bez świadków. Ogólnie mogę powiedzieć ,że rzeczywistość zabarwiła odcieniami szarości i po prostu dała dupy. Te dni jakoś mijają się z sensem. Zabierzcie mnie stąd.
Ten tydzień będzie jednym z gorszych... Chcę już piątek ! Nie wiem jak się wyrobie ze wszystkim. Ostatecznie przyjdzie mi chyba przysiąść w nocy bo wieczorów nie lubię marnować. Ale jeszcze tylko dwa dni...
Jutro aż do 16.15 muszę czekać ;/ Do weekendu na mnie nie liczcie.
Zabierz ode mnie strach
*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz