wtorek, 24 kwietnia 2012


Wiem, wiem. Oczekujecie notki na temat mojego stanu uczuciowego. Hmmm. To trudne. Nie łatwo jest mówić o czymś co było ważne, dawało szczęście i motywację. Dokładnie mówiąc, było. Po prostu nam nie wyszło. Z pewnych powodów czy ich braku.... nie chce mi się tego po raz enty opowiadać od początku. Było cudownie i tego nie zaprzeczę :) Zwyczajnie zgubiliśmy tą miłość gdzieś w tym całym pokręconym biegu. Czy jest mi źle ? Niee. Jestem szczęśliwa i chyba nawet nie myślałam ,że decyzja o rozstaniu będzie bolała tak krótko.  Jasne ,że mi jest wszystkiego szkoda. Tego co było i co miało być. No ale życie... Na wszytsko nie można mieć wpływu czy się tego chce czy nie. Teraz jest tak ,że zwyczajnie jesteśmy. Z tym, że oddzielnie. Lubię go. Naprawdę. I myślę ,że tak zostanie a bycie z samą sobą jest mi chyba normalnie pisane xd. Przez tamte kilka dni straciłam ogólnie taki sens. No ale czasem lepiej wcześniej odpuścić niż podwójnie potem cierpieć. To już wisiało w powietrzu przez ten ostatni tydzień, tak mi się zdaje. Ale teraz czuję taką siłę. Dużo większą niż miałam wcześniej i nie potrafię wyjaśnić skąd.
Więc generalnie wracam do "fucking everything i do przodu"  Muszę się jeszcze trochę ogarnąć i będzie ... właściwie nie wiem jak.. skoro już jest niemal że idealnie :)
Mam z kim dzielić życie i nie pozwolę sobie tego odebrać. 
Ten tydzień wsumie jest przeciwieństwem zeszłego. I mam nadzieję ,że pociągnę go tak do końca. A następny to majówka i jedziemy pod domki z moją LOA ;D !
Nie próbujcie mnie teraz zrozumieć ... czas, czas, czas.
Chyba muszę zacząć uczyć się biologi na czwartek :( No więc byle do czwartku i hai life !



KLIK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz