czwartek, 27 grudnia 2012

Napisałabym święta, święta i po świętach ale przecież wcale nie. Nie cierpię tego. Jeden wielki pesymizm, no chyba ,że ktoś świąt nie lubi. Teraz jest ten czas kiedy najbardziej powinniśmy je odczuć. Na wigilię byłam u babci. Dostałam kosmetyki, steper czy coś, pieniądze, film "Marley i ja" oraz nowego laptopa co było dla mnie wielkim pozytywnym zaskoczeniem. Więc tegoroczną gwiazdkę mogę zaliczyć do jednej z tych bardzo udanych. Dzień przed wigilią wyobrażałam sobie zupełnie inaczej niestety przez blog a raczej problemy z nim spędziłam przed komputerem cały dzień. Blogger niestety zaczyna się sypać. Przez to nie kupiłam jednego prezentu no ale cóż. Nadrobię jakoś. Mamie dałam śliczną bransoletkę z apart do której dorzucił się tata więc ogólnie była bardzo zadowolona. Wczoraj byłam z dziewczynami i szczerze mówiąc było bez sensu z początku. Potem przyjechał Adrian i pojechaliśmy w 7 do jedynego chyba otwartego sklepu w kępnie. Adrenalina bierze górę nad wszystkim. Później standardowo gimnazjum i jakoś się rozkręciło. Czuję ,że to już nie to samo. Ale może tylko mi się coś pod tym względem stało. To tylko zła chwila. Odstawiam na bok pretensje bo przecież może być tak pięknie.

Nadchodzi nowy rok, pełen nowych problemów ! Wyobraźcie sobie ,że w połowie stycznia mam już egzamin na prawko a jeszcze nie zaczęłam jazdy ani nic. W moim przypadku jak zwykle to będzie hardcor ! Nie będę wam opisywać całej tej pogmatwanej historii jak to się stało ,że jednak zdaje b1. Mam tylko 15 dni na opanowanie jazdy w mieście. Zostaje mi chyba powiedzieć welcome everyday kalisz... Naprawdę to będzie cud jeśli mi się uda ale innej opcji nie biorę pod uwagę. 12 stycznia zostałam zaproszona na studniówkę. Z Dawidem znam się już tyle lat i w zasadzie poznaliśmy się przez słynne nk ! Cieszę się ,że będziemy się mogli znowu pobawić. W ogóle lubię takie imprezy tym bardziej lubie w dobrym towarzystwie. W poniedziałek sylwester, to aż nie możliwe. Nie mogę się już doczekać. 
Miałam się streszczać ponieważ za godzinę jadę do wro. z Anetą i Adrianem a jestem jeszcze w piżamie. Planujemy odwiedzić rynek no i jakieś tam zakupy sylwestrowe. Ogólnie nie wyrabiam się z czasem ale to nic nowego. Nie ma śniegu, załamuje mnie to... 
Po za tym jest dobrze. Są święta, jest wolne, w poniedziałek sylwester, mam świetne plany styczniowe, czego chcieć więcej ? No właśnie... A jednak, przy każdej niepewności, tkwi odrobina nadziei, z której nie potrafię zrezygnować...
Postaram się napisać jutro, uciekam ;*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz